HOLOPATIA

HOLOPATIA

wtorek, 10 grudnia 2013

Thorwald Dethlefsen - im memoriam

1 Grudnia 2010 r. w wieku 63 lat zmarł we Wiedniu jeden z najwybitniejszych psychoterapeutów XX wieku, ezoteryk i autor bestsellerów - Thorwald Dethlefsen.


Jego książki polecam każdemu, kto szuka drogi życia w sobie, a nie na zewnątrz:


• Das Leben nach dem Leben. Gespräche mit Wiedergeborenen (Życie po życiu - Rozmowy z odrodzonymi) (1974);

• Das Erlebnis der Wiedergeburt. Heilung durch Reinkarnation ( Przeżycie odrodzenia się - Leczenie z pomocą inkarnacji( (1976);
• Schicksal als Chance. Esoterische Psychologie, das Urwissen zur Vollkommenheit des Menschen (Przeznaczenie jako szansa - Psychologia ezoteryczna, Pradawna wiedza o doskonałości człowieka) (1979);
• Krankheit als Weg. Deutung und Be-deutung der Krankheitsbilder (co-Author: Dr. Ruediger Dahlke) - (Choroba jako droga - interpretacja i znaczenie choroby) (1983); współautor dr. Ruediger Dahlke;
Gut und Böse (Dobro i zło) [1989];
• Ödipus der Rätsellöser. Der Mensch zwischen Schuld und Erlösung (Edyp - specjalista od rozwiązywania zagadek) (1990)







Już w 1968 roku, jeszcze w trakcie studiów Dethlefsen posługiwał się hipnozą, aby pomóc pacjentowi dotrzeć do swoich traumatycznych doznań i doświadczeń z poprzednich wcieleń, z powodu których pacjent cierpi obecnie, nieświadom niesionych w sobie negatywnych, emocjonalnych ładunków. Pozytywny efekt tego rodzaju hipnoterapii zachęcił go do dalszego zgłębiania tematu i poszerzania swojej wiedzy. Okazało się bowiem, że takie wspomnienia mogą być skuteczne w psychoterapii jako antydotum. Dethlefsen opracował koncepcję tak zwanej terapii przeszłego życia (Reinkarnationtherapie), która pomogła mu w założonym przez siebie w 1974 roku Instytucie Psychologii Nadzwyczajnej (Institut für außerordentliche Psychologie) w Monachium wyprowadzać pacjentów z ciężkich urazów psychicznych, a więc obrazów, innymi słowy informacji wnoszonych w chwili narodzin w ich nowe, obecnie używane ciało fizyczne.
Hipnozę regresyjną stosuje się w celu odzyskiwania wspomnień w fazie obecnego życia, aby pacjent był w stanie zintegrować konkretne, nierozwiązane do tej pory i wyparte w podświadomość doświadczenia z dzieciństwa.
Hipnoterapia jest ogólnie przyjętą metodą postępowania w leczeniu zaburzeń psychicznych i - jeśli zachodzi taka potrzeba - korzysta ze stanu hipnotycznego transu, przy czym terapeuta skupia się wyłącznie na wspomnieniach pochodzących z bieżącej (z doczesnej) fazy życia.
Terapia przeszłego życia zwana też terapią regresyjną (w kręgach niemieckojęzycznych( die Rückführungstherapie) wychodzi z założenia, że przyczynę obecnych problemów psychosomatycznych można znaleźć w jednej lub w kilku następujących po sobie fazach życia (inkarnacjach). Dzięki rozpoznaniu i ponownym przeżyciu tejże, pacjenci mogą łatwiej zrozumieć dlaczego występują u nich   t e r a z   pewne problemy. Oczywiście tak jak i akademickie kręgi terapeutyczne terapeuci posługujący się tą metodą nie mogą zagwarantować pacjentowi uzdrowienia, bowiem terapeuta stara się różnymi metodami leczyć, zaś uzdrowienie jest procesem wewnętrznym, który można od zewnątrz jedynie pobudzić. Jak długo proces ten będzie przebiegać - o tym decyduje pacjent, czyli dusza żyjąca w ciele pacjenta. Tak więc terapia regresyjna nie konkuruje z konwencjonalnymi kierunkami psychoterapeutycznymi, a raczej uzupełnia tę listę. Z jej pomocą próbuje się leczyć urazy psychiczne lub inne ograniczenia, jak m.in. litowanie się nad sobą samym  lub nad osobami z poprzedniej inkarnacji pozwalając pacjentowi ponownie przeżyć, a nie tylko przypomnieć sobie sytuację (katharsis), która spowodowała/wyzwoliła proces chorobowy. W tym celu terapeuta posługuje się hipnozą. W ślady doktora Dethlefsena poszedł m.in. Hans TenDam, prezes EARTh – European Association for Regression Therapy (Europejskie Stowarzyszenie na rzecz Terapii Regresyjnej), w Szwajcarii Alexander Gosztonyi, w USA Michael Newton, Morris Netherton, Brian L. Weiss, Bryan Jameison, Maxwell Maltz, Roger J. Woolger i inni. W 1978 roku tacy amerykańscy autorzy jak dr. Morris Netherton, dr. Edith Fiore i dr. Helen Wambach opublikowali swoje książki na temat przeżywania traumatycznych zdarzeń z poprzednich inkarnacji jako czynnika terapeutycznego.
Pozytywnym aspektem jest to, iż ani terapeuta, ani jego pacjent, aby przeprowadzić skutecznie tego rodzaju seans nie muszą być przekonani co do istnienia duchowych podstaw tego postępowania. Jeśli takowe wątpliwości istnieją i pacjent lub terapeuta nie wierzy w ich faktyczne istnienie, to te duchowe czynniki mogą być używane wyłącznie jako hipoteza robocza. Istotnym jest dalszy rozwój duchowy jednostki:
- pokazanie pacjentowi, że ma możliwość uczenia się na bazie swojego postępowania z poprzedniej fazy życia oraz że
- dzięki przebaczaniu i miłości można uwolnić się od uwikłań z wcześniejszych, wypartych w podświadomość sytuacji, a tym samym odzyskać większą wolność i duchową swobodę. Thorwald Dethlefsen uczył, że człowiek podlega prawom przeznaczenia, które dbają o dostarczanie mu możliwości poszerzania horyzontu świadomości, a co za tym idzie o jego rozwój duchowy. W odmowie człowieka, aby przyjąć do wiadomości, a raczej integrować te niewygodne tematy w świadomości, widział on lekceważenie kosmicznego prawa porządku, co nieuchronnie musi prowadzić do cierpienia, które stanowi proces mający na celu korektę niewłaściwego traktowania praw rządzących przeznaczeniem, innymi słowy ignorancję.
"Jeśli harmonizuję w sobie z różnymi obszarami rzeczywistości, w takim razie nie popadnę w kolizję z ich przedstawicielami w świecie zewnętrznym. W chwili gdy przytrafia mi się coś niemiłego, to powinienem potraktować to tylko jako zaproszenie do zwrócenia mojej uwagi na ten właśnie temat w moim wnętrzu. Wszyscy źli ludzie i nieprzyjemne wydarzenia są w rzeczywistości tylko posłańcami, są mediami, nośnikami mającymi na celu uwidocznić to, co niewidoczne (niewidzialne stanie się widzialnym).Ten, kto to rozumie i jest gotów wziąć na siebie odpowiedzialność za własny los, nie będzie już bać się zagrażających mu <przypadkom>". Tak zwane przeznaczenie (los jest tą instancją, która dba o to żeby człowiek poruszał się po swojej orbicie. Z unikanego wroga przeznaczenie zamienia się w życiowego partnera, który zapobiega, żebyśmy z powodu naszej gnuśności i lenistwa sami niw wykluczyli się z procesu duchowej ewolucji [rozwoju świadomości]".
Dr.Dethlefsen uczył, że na <przeznaczenie> składa się cały rząd praw; m.in. prawo rezonansu:


"Każdy może zawsze dostrzec i postrzegać tylko te aspekty rzeczywistości, z którymi może rezonować".

Najważniejszym jednak prawem jest prawo biegunowości, zgodnie z którym ludzka świadomość jest <biegunowa>.

Człowiek jako ciało fizyczne jest nieuleczalny lub aby posłużyć się religijnymi pojęciami - grzeszny i winny*Tymi pojęciami posługiwał się Dethlefsen zamiennieaby wykazać, że choroba nie jest  zjawiskiem tymczasowym lub dającym się ominąć "niepożądanym zaburzeniem"że stanowi część natury człowieka. Materia jest niedoskonała.
"Człowiek nie zdaje sobie sprawy z faktu, że choroba jest najcenniejszym dobrem ludzkości, czymś co stanowi część bycia człowiekiem, bowiem wyleczyć i uzdrowić można tylko chorego. To choroba sprawia, że ​​człowiek staje się kandydatem zdolnym do uzdrowienia. Lecz aby tak się stało, człowiek musi przez nią przejść, a nie jej unikać. Podobnie jak choroba jest mikrokosmicznym "upadkiem" tak uzdrowienie musi być mikrokosmicznym procesem zbawienia".

Ten katastrofalny stan rzeczy jest wynikiem tego, że człowiek nie jest w stanie zrealizować wszystkich treści świadomości (lub "aspektów ontologicznych") równocześnie; wypiera nie przeżyte "bieguny" (stadia) świadomości, które stanowią teraz jego cień i z tej przyczyny człowiek nie jest ich świadom, a mianowicie brakują mu one w świadomości do doskonałości. [Oto Chrystusowe wezwanie skierowane do każdego z nas: < Bądźcie  doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebiański >" (Mt 5,48) ]

Pojęcie cienia duszy Thorwald Dethlefsen wypożyczył od C.G. Junga i dodał, że  objawy chorobowe zawsze są aspektami cienia, które obsunęły się na plan materii, czyli w ciało fizyczne człowieka. W ten sposób los, przeznaczenie zmusza człowieka mimo wszystko do zajęcia się odrzuconymi przez niego aspektami życia. Tak więc człowiek powinien za każdym razem, gdy pojawia się u niego jakiś objaw chorobowy zadać sobie pytanie, o który aspekt jego cienia chodzi; który aspekt właśnie się ucieleśnił,  aby móc się z nim zjednoczyć, doprowadzić do  integracji z cieniem, a tym samym znaleźć drogę do pełni i zbawieniaNie ma chorób bezsensownych - twierdził Dethlefsen, który zauważył, że choroba często wykorzystywana jest w celu manipulowania otoczeniem (instrument władzy):
"Jedną z najbardziej powszechnych w naszym świecie form narzucania swojej woli innym jest choroba. Choroba w naszych czasach gwarantuje choremu bezkrytyczne miejsce dla jego nieświadomych roszczeń sprawowania władzy".
Człowiek powinien dążyć do tego, aby "stać się pożyteczną komórką (Wszechświata), tak jak oczekuje od komórek, które składają się na jego organizm, aby nie zamienić się w komórkę rakową tego świata".
"Gdy człowiek umyślnie odwraca się od kosmicznego porządku, aby  delektować się źle pojmowaną wolnością, nie powinien się dziwić, gdy zostaje wyeliminowany".
Używając pojęcia "eliminacja" (śmierć) Detlefsen miał na myśli ostateczny etap eskalacji choroby. Samo pojęcie "śmierć" odnosi się oczywiście tylko do człowieka, a nie do świadomości (duszy), bowiem ta odrodzi się ponownie. Gdy jednak człowiek odmawia opracowania pewnych zadań edukacyjnych z którymi został skonfrontowany (uderzenie losu lub wydarzenia światowe), dany aspekt obsuwa się w cień o "siedem stopni eskalacji", i pojawi się:
1/ na planie psychicznym w myślach, pragnieniach i fantazji
2/ jako zaburzenie czynnościowe
3/ jako ostre zaburzenia fizyczne, jak stan zapalny albo nieszczęśliwy wypadek
4/ jako przewlekła choroba
5/ jako nieuleczalne zmiany narządowe lub rak
6/ jako zgon (śmierć człowieka) i
7/ jako jego karma, która z kolei może być wyrażona w postaci wad wrodzonych. 

Choroba jako taka ma bezpośredni związek z przeznaczeniem człowieka. Do tego samego wniosku doszedł także wspaniały, niemiecki lekarz i wieloletni współpracownik Dethlefsena i współautor bestsellera pt. Krankheit als Weg (która w Polsce ukazała się pt. Choroba twoim przykacielem) - dr. n. med. Rüdiger Dahlke:
LUDZIE CHORUJĄ NA RAKA PONIEWAŻ SAMI SĄ RAKIEM.
Gdy jednak człowiek nauczy się żyć w harmonii w prawami przeznaczenia, co oznacza że zaakceptuje je i postara się nimi posługiwać w życiu codziennym, wówczas przyczyna pojawienia się symptomu staje się zbędna i zanika:
"Kto nie przestaje uporczywie szukać sposobu na zniknięcie niewygodnych objawów, ten jeszcze nie pojął tej koncepcji. Symptom choroby zaistniał na bazie prawa, na bazie zasady cienia; jeśli zgadzamy się z tą zasadą, wówczas trudno jednocześnie zwalczać symptomy. Tu leży klucz. Samo zaakceptowanie objawu czyni to zbędnym. Opór powoduje presję wsteczną. Objaw znika najwcześniej wtedy, gdy staje się on pacjentowi obojętny".
Wyrazem prawa karmy jest nasze przeznaczenie - uczył ten wielki psychoterapeuta, co oznacza, że każda faza życia (poszczególna inkarnacja) od narodzin zawiera z góry zdeterminowany "plan nauki" (zasady, z którymi człowiek powinien się uporać), co nota bene można wyczytać z horoskopu urodzeniowego (radix)".
Dethlefsen: "Astrologia jest i pozostaje nauką o podstawowych kosmicznych zasadach, a nie o wpływie gwiazd na życie ludzkie. Planety są płaszczyzną praktyczną, jednak wymienną". [...] "Prawdziwa astrologia była i jest drogą inicjacji, która prowadzi przez samopoznanie, poznanie Natury i aż do poznania Boga. Dlatego prawdziwa astrologia w końcu staje się zbędna. Astrologia jest prawdziwą filozofią - dlaczego Schult** mówi o "astrozofii", która nie miesza się w przyszłość człowieka".

W homeopatii widział Dethlefsen "prapierwotną zasadę" i osobiście posługiwał się wysokimi potencjami.
Similia similibus curentur a więc „podobne lecz podobnym” - tak sformułował Samuel Hahnemann obowiązującą prapierwotną zasadę. Uzdrawianie i leczenie może być przeprowadzane tylko z pomocą podobieństw. Miarą każdej metody terapeutycznej jest możliwość stwierdzenia, czy metoda ta odpowiada zasadzie homeopatycznej, czy nie. Medycyna akademicka myśli alopatycznie, a więc stara się leczyć "per contraria" (zwalczać symptomy). Zasada przeciwdziałania przeczy prawu świata. Opór zawsze wyzwala opór; tym sposobem można osiągać szybko rezultaty, nie można jednak w ten sposób leczyć ludzi".

*) Pewien człowiek zwrócił się do Boga z pytaniem:
- Czymże zawiniłem, o Panie?
- Tym, że jesteś teraz tutaj - brzmiała odpowiedź. - Innej winy nie widzę.

**) Arthur Schult, niemiecki pedagog i pisarz

piątek, 8 listopada 2013

Stokrotka pospolita - Bellis perennis




Roślina wieloletnia z rodziny astrowatych, o wysokości 3-20 cm.Kwitnie od marca do listopada. Surowcem zielarskim są kwiaty, zbierane przez cały okres kwitnienia. 

Kwiaty zawierają:
  • witaminę C (w dużych ilościach)
  • olejki eteryczne, saponiny triterpenowe
  • garbniki, flawonoidy, śluzy, kwasy organiczne
  • gorycze, antocyjany, sole mineralne
  • żywice, woski
Napar z kwiatów i ziela stokrotki pity regularnie obniża ciśnienie krwi, pomaga przy kaszlu, przeziębieniu, zapaleniu jelit i biegunce. Jedną łyżkę kwiatów stokrotki należy zalać szklanką wrzątku i parzyć pod przykryciem około 10 minut. Po odcedzeniu napar należy przestudzić i pić 3 razy dziennie po pół szklanki.
W Anglii pije się jeszcze ciągle Daisy-tea na miażdżycę. Herbatka ze stokrotki powinna być przygotowana z kwiatów zebranych od maja do sierpnia (moją one wtedy najwięcej energii). Można pić napar z świeżych lub suszonych kwiatów: 1 łyżeczkę zebranego ziela należy zalać filiżanką gorącej wody parzyć około 10 minut. Pić 3-4 filiżanek dziennie. 
Świeżo wyciśnięty sok ze stokrotki goi rany i czyści skórę. Łącząc kwiaty stokrotki z innymi ziłami wspomagającymi leczenie przeziębienia np. tymiankiem, podbiałem, babką, dziką różą i innymi można stworzyć herbatkę ziołową na kaszel, czy zapalenie oskrzeli. 

Napary ze stokrotki pospolitej wewnętrznie stosuje się przy:

  • zmniejszonym wydzieleniu moczu (pobudzenie wydzielania moczu i usunięcia szkodliwych produktów przemiany materii)
  • stanach zapalnych dróg oddechowych (działanie wykrztuśne, pobudzające  wydzielenie śluzu oskrzelowego)
  • zaburzeniach trawienia, łaknienia, nieżyt żołądka i jelit, schorzenia wątroby (działanie tonizujące, odtruwające, rozkurczające, lekko przeczyszczające)
Zewnętrznie napary ze stokrotki stosuje się przy: 
  • schorzeniach skóry, egzemach, przebarwieniach
  • drobnych krwawieniach, ranach (wspomaga gojenie się ran)
  • obrzękach, wynaczynieniach (uszczelnia ściany naczyń włosowatych)
 Syrop ze stokrotek:
  • 500 g kwiatów
  • 1 cytryna
  • 3/4 litra wody
  • 750 g cukru
Kwiaty sparzyć wrzącą wodą, dodać pokrojoną cytrynę z skórką, pozostawić na około 12 godzin. Przecedzić przez gazę, kwiaty dokładnie wycisnąć, dodać cukier i gotować do momentu osiągnięcia konsystencji syropu w żaroodpornym naczyniu. Przechowywać w pojemnikach z ciemnego szkła w chłodnym miejscu. Syrop dodawać do herbaty przy przeziębieniu i chorobach dróg oddechowych.

czwartek, 31 października 2013

Białaczka - Leucaemia

Dawkowanie ziół:
- Łyżkę kopiastą ziół należy zalać szklanką wrzącej wody i odstawić pod przykryciem na trzy godziny.  Jest to jakby macerowanie lub gotować przez pięć minut.
- Po przecedzeniu pozostaje najwyżej trzy czwarte zawartości szklanki odwaru.
Taka dawka jest właściwa dla każdego i na każdą chorobę.
Dla dzieci zaś  - od pół do jednej trzeciej szklanki, zależnie od wieku dziecka. 
Może się zdarzyć, choć to bardzo rzadko, że dany organizm zbyt mocno reaguje na zioła. Wówczas zmniejsza się albo dawkowanie do pół szklanki odwaru albo też trzeba pić tylko dwa razy dziennie po 3/4 szklanki.

Białaczkę uważa się z przypadłość nowotworową. Przebiega on w formie ostrej lub przewlekłej. Rozróżniamy białaczkę szpikową lub limfatyczną.   

Rp. 
  1. Cortex Salicis (Kora Wierzby)
  2. Rhizoma  Agropyri (Kłącze perzu)
  3. Rhizoma Calami (Kłącze tataraku)
  4. Rhizoma Tormentillae (Kłącze Pięciornika)
  5. Radix Angelicae (Korzeń  Arcydzięgla)
  6. Radix Taraxaci (Korzeń Mniszka lekarskiego) 
  7. Herba Thymi (Ziele Tymianku)
  8. Folium Urticae (Liść Pokrzywy) 
  9. Radix Glycyrrhizae (Korzeń lukrecji)
  10. Herba Cnici benedicti (Ziele Drapacza lekarskiego)
  11. Folium Menyanthidis (Liść Bobrka trójlistkowego)    
Pić trzy razy dziennie po szklance przed posiłkiem. 
Każdy ze składników mieszanki ziołowej stosować po 50 g.
Rp. wg. Cz. A. Klimuszko.


W roku 2002 magazyn British Medical Journal podał, że 75 pro­cent Niemców korzysta z kom­plementarnej lub naturalnej me­dycyny. 1 Mówi się tam również, że w roku 1994 w medycynie natu­ralnej przeszkolonych zostało 5700 lekarzy, a w roku 2000 ich licz­ba uległa podwojeniu do 10 800.
W roku 2002 homeopatyczną me­dycynę uprawiało w Niemczech 4500 lekarzy, prawie dwa razy więcej niż w roku 1994. Rząd niemiec­ki, który przeprowadził tę sondę, ustalił, że w przypadku ludzi korzystających z naturalnych terapii, zwłaszcza home­opatii lub akupunktury, liczba zwolnień chorobowych spa­dła o 33 procent. Z tej sondy wynika również, że kobiety korzystały z terapii naturalnych częściej od mężczyzn, ale z kolei mężczyźni odnosili większe korzyści niż kobiety.
W roku 2009 opublikowano wyniki ankiety przeprowadzonej wśród Niemców, którzy korzystali z homeopatii lub akupunktury. (1) W rezultacie badania ustalono, że 7 %populacji stosowało homeopatię a 10 p% akupunkturę.
Wśród osób z wyższym wykształceniem 68 %stosowało homeopatię, a 53 % akupunkturę.  
Ankieta przeprowadzona w środowisku niemieckich pacjentów cierpiących na chroniczną limfocytową białaczkę wykazała, że 44% stosowało terapie alter­natywne. Nie zauważono korelacji między poziomem wy­kształcenia, płcią i poprzednią lub bieżącą chemioterapią. Najpospolitszą alternatywną lub komplementarną terapią było przyjmowanie suplementów witaminowych (26%), soli mineralnych (18%), leków homeopatycznych (14%) i jemioły (9,2%). (2)
1. A. Bussing, P.F. Matthiessen. T. Ostermann, Differential usage of homeopathy and acupunture in German individuals (Zróżnicowane wykorzystanie homeopatii i akupunktury przez Niemców), 2009.
North American Research Conference on Complementary and Integrative Medicine (Północnoamerykańska Konferencja Badań w sprawie Komplementarnej i Integracyjnej Medycyny), maj 2009, Minneapolis, USA, Altemative Therapies, maj-czerwiec 2009.
2. M. Hensel. M. Zoz, A.D. Ho, Complementary and alternative medicine in patients with chronic lymphocytic leukemia (Komplementarna i alternatywna medycyna wśród pacjentów cierpiących na chroniczną limfocytową białaczkę), Support Care Cancer, 6 maja 2008.
Zalecam skontaktowanie się z lekarzem cieszącym się renomą jako dobry homeopata.
Zalecam oczyszczenie krwi z metali ciężkich i zabiegi holopatyczne.
Więcej informacji na ten temat pod numerem telefonu: (48) 537 46 36 76
Dobre wyniki dają też leki antropozoficzne (np. firmy WELEDA)
No i oczywiście: TWOJE POŻYWIENIE POWINNO TEŻ BYĆ LEKARSTWEM, A LEKARSTWO POŻYWIENIEM.

Ze względy na to, że krętki boreliozy "wkręcają się" w limfoblasty warto zwrócić uwagę ma możliwość zakażenia owymi krętkami. Informację na ten temat można znaleźć w książce p.t. "Naturalne metody leczenia boreliozy", autor Wolf-Dieter Storl.
W każdym przypadku białaczka świadczy o dysharmonii układu opornościowego. Mogą się do tego przyczynić antybiotyki, szczepienia, zbyt długie przyjmowanie jeżówki purpurowej (echinacea - na wzmocnienie odporności można ją stosować max. przez 2 tygodnie), zagrzybienie i zatrucie organizmu. Na tle psychicznym natomiast ciągła wewnętrzna obrona, strach, izolacja, ucieczka, brak zaufania do życia, kompleks niższości, wiara w prawo silniejszego itp.


Pomocna będzie tutaj również witamina C, szczególnie podawana dożylnie w dużych dawkach. Informację na ten temat można znaleźć m.in. w książce Jerzego Zięby p.t. "Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie". 

wtorek, 29 października 2013

Skrzyp polny - Equisetum arvense


Roślina wieloletnia z rodziny skrzypowatych. Surowcem zielarskim jest ziele zbierane w maju. 

Ziele zawiera:
  •  flawonoidy - wzmacniające naczynia krwionośne, pomocne przy niedokrwieniach żylnych (żylakach); fenolokwasy
  • saponiny - działają lekko moczopędnie i wspomagają wydzielanie śluzu
  • karotenoidy - pochodne witaminy A
  • sole mineralne: Ca, K, Mg, Fe, Mn, Al; witaminę C
  • kwasy organiczne, głównie kwas krzemowy - działanie umacniające na tkankę, tamujące na krew i wzmacniające system odpornościowy
 Grecki lekarz Dioskurydes chwalił ściągające, moczopędne i tamujące krew właściwości lecznicze skrzypu. Ksiądz Kneipp wykorzystywał to ziele przy: krwawieniach, wymiotach krwią, dolegliwościach pęcherza moczowego i nerek, pisku i kamicy nerkowej, gnijących ranach, rakowatych wrzodach, próchnicy kości, chorobach płuc - szczególnie w leczeniu gruźlicy. 
Krzem zawarty w skrzypie polnym wspomaga wchłanianie i przyswajanie wapnia. Jest to ważne, gdyż nie może być przez organizm bezpośrednio wchłonięte. Ów krzem pomaga także, kiedy na paznokciach pojawiają się białe plamki, które przypuszczalnie są oznaką niedoboru wapnia w organizmie. Najnowsze badania wykazują również, że napary ze skrzypu wspomagają leczenie miażdżycy. 
Skrzyp polny należy zbierać od maja do przesilenia letniego. W tym okresie kwas krzemowy zwarty w roślinie jest najlepiej rozpuszczalny i przyswajalny dla organizmu.
Na szklankę napoju należy wziąć czubatą łyżkę świeżego lub suszonego ziela i zalać na noc zimną wodą. Po maceracji gotować przez 5 minut, przestudzić, przecedzić i wypić. 
Wywarem z skrzypu można również spryskiwać pomidory, róże, czy jagody przy zgniliźnie brunatnej, łodyg, grzybiczej pleśni. Żeby wzmocnić jego działanie należy dodać w takiej samej części napar z rumianku i pokrzywy. 

Napary ze skrzypu polnego stosuje się przy:
  • stanach zapalnych, kamicy dróg moczowych, obrzękach, reumatyzmie, artretyzmie, wzmacniająco na tkankę łączną;
  • krwawieniach z płuc (gruźlica),macicy, dróg moczowych, żołądka i jelit (choroba wrzodowa - działanie ściągające), zapaleniu oskrzeli, głodzie nikotynowym, cukrzycy,  schorzeniach wątroby;
  • zanikach pamięci z powodu zwapnienia, miażdżycy, puchliny, zaburzeniach przemiany materii, pękaniu naczyń krwionośnych;
  • chorobach skóry, łuszczycy, wypadaniu włosów, łamliwości paznokci; 
  • zapaleniu kaletki maziowej, kostnej, guzach, gnijących ranach, liszajach (mokre kompresy);
  • potliwości stóp, zapaleni wału paznokcia, grzybicy stóp (kąpiele stóp);
  • choroby i infekcje organów moczowych, upławy, wegetatywna dystonia małej miednicy, depresjach, które wywodzą się z zaburzeń funkcjonowania nerek, hemoroidach, owrzodzeniach, złamaniach kości, uszkodzeniach dysku, chorobach reumatycznych i skóry (kąpiel i nasiadówki)
Przy dłuższym stosowaniu skrzypu należy dodatkowo zażywać witaminy z grupy B. Świeżo wyciśnięty sok z ziela tamuje krwawienie. Popiół  ze spalonej rośliny (1/4 do 1/2 grama) stosuje  się przy nadkwasocie i rozstroju żołądka.  
 

piątek, 18 października 2013

Człowiek z wewnątrz ujawnia tabu leczenia

Prowokacyjne wyznanie
Człowiek z wewnątrz ujawnia tabu leczenia

⇨ Dlaczego większość lekarzy tak jak i ja wolimy raczej umrzeć, niż znosić ból leczenia na jaki skazujemy ludzi cierpiących z powodu chorób jak rak?
Gdybym dowiedział się jutro, że mam zaawansowanego, zagrażającego mojemu życiu raka, z pewnością nie popędzę do lekarzy z prośbą o natychmiastowe przeprowadzenie inwazyjnych metod leczenia.
Nie! Po prostu zamknę moją praktykę chirurgiczną w Londynie, wrócę do mojego domu w Norfolk, zaopatrzę się w gin i tonik i spędzę wesoło resztę życia aż naturalnie nadejdzie mój koniec.
⇨ Podobnie jak większość lekarzy, jestem świadom, że opieka zdrowotna, którą oferujemy pacjentom cierpiącym z powodu poważnych, zagrażających życiu chorób jest koniec końców bezowocna.
⇨ Co gorsze, taka opieka może obejmować wiele miesięcy wyczerpujących zabiegów, które potencjalnie mogą wydłużyć życie pacjenta, ale nic nie wnoszą do jego jakości.
⇨ To wygląda na karę. To gehenna. To droga przez mękę.
⇨ Pacjenci z chorobą nowotworową często godzą się znosić bolesne zabiegi tylko po to, żeby przedłużyć swoje życie o kilka miesięcy.
Dr Scurr uważa, że lepiej zrobiliby, gdyby zdecydowali się cieszyć się czasem, który im pozostał.
⇨ Oferując nasze usługi pacjentom, większość lekarzy których znam, nie życzyłoby sobie przeżyć tego rodzaju zabiegów. To jednak rozpoznanie stanowi od dawna tabu w świecie medycznym.
Milczenie na ten temat przerwał Ken Murray, profesor medycyny rodzinnej z uniwersytetu Południowej Kalifornii. Ken trafił w ubiegłym miesiącu na całym świecie na pierwsze strony gazet po opublikowaniu eseju w magazynie online Zocalo Public Square, w którym stwierdził, że większość praktykujących lekarzy nie poddają się i nie podda "ratującym życie" zabiegom, które wydają się wielkie jeśli chodzi o obietnice, ale nikłe jeśli mowa o odniesieniu sukcesu: powodują tylko ból i cierpienie. Tego lekarze swoim pacjentom nie powiedzą. natomiast namawiają ich do zdecydowania się na zabiegi.
Dlaczego tak się dzieje?
Lata praktyki medycznej sprawiają, że lekarze realistycznie oceniają swoje szanse i wiedzą, że o choroby takie jak zaawansowany rak trzustki, oznacza, że w praktyce ​​istnieje niewielka szansa na przeżycie pacjenta.
Jednak większość ludzi – sami pacjenci i członkowie ich rodzin - żywią mało realistyczne oczekiwania dotyczące tego, co współczesna medycyna może zaoferować choremu, cierpiącemu z powodu  schorzenia zagrażającego życiu.
Np. w wypadku raka trzustki, który często rozpoznawany jest zbyt późno, średni czas od diagnozy do zgonu wynosi zwykle mniej niż sześć miesięcy.
⇨ Gdybym zdiagnozował u siebie taką chorobę, nie zdecydowałbym się na żaden z zabiegów takich jak chemioterapia, ponieważ jest on wyczerpujący i doprowadzający do rozpaczy, zaś wskaźnik powodzenia jest bardzo niski. Natomiast zdecydowałbym się na opiekę paliatywną*, która może okazać się niebywale pomocna i skuteczna, aby czuć się komfortowo podczas procesu umierania.
W jednym z sondaży, około połowa niemieckich specjalistów przyznała, że nie poddaliby się operacjom, które polecili swoim pacjentom.
⇨ Zdecydowana większość lekarzy wie, że nadszedł czas, aby się poddać w sytuacji, w której specjalista diagnozuje zaawansowany, agresywny nowotwór i stwierdza, że leczenie może - w najlepszym wypadku - zwiększyć szanse na przeżycie dalszych pięciu lat o pięć procent.
Osobiście pamiętam tylko jednego lekarza spośród wszystkich moich znajomych medyków, który zachorował na raka i walczył z pomocą konwencjonalnej medycyny aż do śmierci.
 Sceptyczne podejście lekarzy dotyczące wartości owych „ratujących życie"  medycznych interwencji już od dawna jest podejrzane.
Dr Eckart Fiedler z Barmer Ersatzkasse, niemieckiej firmy ubezpieczeniowej, stwierdził, że np. badania przeprowadzone w 1996 roku wykazały, że lekarze zdawali sobie sprawę z faktu, iż dla wielu pacjentów lepiej będzie jeśli zrezygnują z operacji i nie skorzystają ze skalpela chirurga. Do podobnych wyników doprowadziło badanie przeprowadzone wśród pielęgniarek w szpitalu w Massachusetts; prawie połowa z nich odmówi leczenia, jeśli okaże się, że zachorują na poważną chorobę w wieku 85 lat po tym, jak cieszyły się dobrym stanie zdrowia.
Lekarze, którzy usłyszą złe wiadomości o stanie ich zdrowia,  po prostu skoncentrują się na cieszeniu się z ziemskiego życia, które im pozostało. Jednak ludzie żyjący w niewiedzy łudzą się, że mogą być tym jeden właśnie pacjentem, który zareaguje pozytywnie na terapię i zostanie wyleczony.
Nie tak dawno temu, gdy byliśmy na wakacjach, bliska mi osoba zaczęła cierpieć z powodu nietypowych objawów duszności. Po powrocie do domu, badanie rentgenologiczne wykazało płuca przepełnione płynem. Diagnoza: rak płuc.
To było w sierpniu. Kobieta zmarła po ośmiu miesiącach w kwietniu. Zdecydowała się na jedną sesję chemioterapii i oświadczyła, że nie zamierza przejść przez to nigdy więcej. Specjalista orzekł, że gdyby zdecydowała się na dalsze tego rodzaju zabiegi, to może udało by się dodać około dwóch miesięcy do jej życia.
Moja przyjaciółka nie widziała celu w kontynuowaniu chemioterapii w takiej sytuacji. Starała się natomiast cieszyć się pozostałym jej czasem bez doznawania cierpień powodowanych medyczną interwencją. Jej zgon przebiegł tak dobrze, na ile to było w jej sytuacji możliwe i po prostu cicho odpłynęła.
Większość pacjentów jednak żywi oczekiwania co do tego, co lekarze mogą dokonać. Często dzieje się tak, że pacjent chciałby przerwać leczenie, jednak czuje, że nie może tego uczynić ze względu na presję ze strony członków rodziny i namawianie go do walki.
Na przykład rzeczywisty współczynnik powodzenia reanimacji wśród ludzi, którzy doznali pełnego zatrzymania krążenia wynosi tylko dwa procent,  a sam proces reanimacji często jest brutalne i bolesny, ale celem telewizyjnych dramatów jak np. Holby City** jest wmawianie masom magicznie osiąganych wyników leczenia, ukazując uzdrowionych w ciągu kilku minut szczęśliwych pacjentów.
- Oczywiście lekarze nie chcą umierać – pisze doktor Murray – chcą żyć, ale wiedzą wystarczająco dużo na temat nowoczesnej medycyny i jej ograniczeń... Chcą mieć pewność, że nigdy nie doświadczą - podczas swoich ostatnich chwil na Ziemi - że ktoś połamanie ich żebra, próbując ich reanimować (bowiem tak się dzieje, gdy RKO*** jest przeprowadzana prawidłowo). Niektórzy członkowie medycznego personelu noszą medaliki z wygrawerowanym na nich napisem "NO CODE". Jest to informacja dla lekarzy, aby nie wykonywali na nich RKO. U niektórych widziałem ten sygnał w formie tatuażu.
Jeżeli pacjent cierpi z powodu ciężkiej choroby, jest w bardzo podeszłym wieku lub z powodu choroby terminalnej, szanse na dobry wynik z użyciem RKO są nieskończenie małe, a szanse na zadanie pacjentowi cierpienia są ogromne.
Prawie wszyscy lekarze wiedzą, co znaczy "daremne postępowanie" - kontynuuje Murray - co robimy z ludźmi, gdy lekarze wypróbowują nowinki technologiczne na ciężko chorych pacjentach z końcem ich życia. Pacjent jest cięty skalpelem, perforowany rurami, podłączony do maszyn i traktowany lekami i narkotykami. Nie mogę policzyć ile razy znajomi lekarze powiedzieli mi:
< Obiecaj mi, że jeśli zobaczysz mnie w takim stanie - zabijesz mnie >"...

Na podstawie:

**) Szpital Holby City – telewizyjny serial brytyjski opowiadający o codziennym życiu lekarzy, pielęgniarek oraz pacjentów w szpitalu w Holby.

***) RKO - Resuscytacja krążeniowo-oddechowa – zespół czynności stosowanych u poszkodowanego, u którego wystąpiło podejrzenie nagłego zatrzymania krążenia, czyli ustanie czynności serca z utratą świadomości i bezdechem.

poniedziałek, 14 października 2013

Choroba jako zdrowa reakcja organizmu

UWAGA!
TO NIE JEST ARTYKUŁ NAUKOWY!

Następujący impuls (tekst zamieszczony poniżej) to prowokująca do samodzielnego myślenia informacja, która jest niewygodna, a nawet nie do przyjęcia dla tych wszystkich, którzy ignorują temat duchowej ewolucji.

Informacja ta jest odrzucana przez "pewne kręgi", ponieważ uniemożliwia posługiwanie się zjawiskiem zwanym „chorobą” jako alibi w celu zatuszowania lenistwa prowadzącego do rzekomo nie do rozwiązania problemów.

Pojęcie pacjent wyprowadzono od łacińskiego słowa patientia – cierpliwość.

KTO TRACI CIERPLIWOŚĆ DO WŁASNEGO ROZWOJU TEN POPADA W CHOROBĘ.

Proszę zwrócić uwagę na fakt, że słówko cierpliwość niesie w sobie impuls - cierp.
Rozwój - powolny stały proces - łączy się z cierpieniem spowodowanym niecierpliwością. 

Choroba stanowi upadek, obsunięcie się na skali duchowego rozwoju; jest to zawężenie horyzontu świadomości i ograniczenie spektrum postrzegania. Rzekomo „chory” człowiek nie jest – jak nam wmawiano - niewinną ofiarą błędów natury. Każdy z nas jest stworzony przez Stwórcę na jego obraz i podobieństwo, a więc jest mikrotwórcą – jest twórcą = sprawcą swojego losu.

Tak, tak..., już słyszę głosy sprzeciwu: ...ale przecież żyjemy w toksycznym, pestycydy, herbicydy, koloranty, parabeny, metale ciężkie, radioaktywność, elektrosmog...
To wszystko prawda. Niemniej jednak kto świadomie dba o wprowadzenie się swoim stylem życia w wyższą częstotliwość drgania, ten staje się odporniejszy na owe negatywne cywilizacyjne wpływy.

Objawy procesu chorobowego są w rzeczywistości obrazami psychicznych konfliktów. Językiem duszy, psychiki jest język symboli. Przyjrzyj się symbolom, a zobaczysz  prawdziwe problemy – swoje własne i twojego pacjenta.

Z tej pozycji proces chorobowy może być widziany jako szansa na drodze samopoznania, która kończy się zdrowiem ducha i (jego) ziemskiego ciała.

Poznawaj siebie, a pewnego dnia zobaczysz w sobie Stwórcę.
Jesteś zbyt leniwy, aby poznawać samego siebie?
Ta decyzja niesie konsekwencje. Raz jeszcze: nikt a nas nie jest niewinną ofiarą rzekomych defektów Matki Natury. Defekty stworzył człowiek: psychologiczne jak i genetyczne.

Po prawie 30 latach pracy z ludźmi, którzy  zwracali się do mnie z prośbą o pomoc, a szczególnie po minionych 18 latach posługiwania się metodą medycyny holopatycznej opracowaną przez austriackiego doktora nauk med. Christiana Steinera, moją główną intencją jest nauczenie pacjenta nowego sposobu podejścia do zdrowej reakcji organizmu zwanej potocznie „chorobą”,  co umożliwi mu samodzielne zrozumienie języka symboli, ich znaczenie i interpretację obrazu choroby i wykorzystanie tych informacji w celu wzniesienia się energetycznego ponad i poza zniewalającą częstotliwość. Ten obraz nie został bynajmniej namalowany z dnia na dzień. Świadczy o tym anamneza - czyli historia rozwoju choroby.

Moim marzeniem jest założyć klinikę, w której pacjent zamiast ze strachu zwalczać chorobę, używa jej świadomie jako impulsu zmuszającego go do dalszego duchowego rozwoju. Pozwala sobie świadomie na to, żeby symptom, który wyprodukował przeszkadzał mu i analizuje w jakiej mierze jest obecnie ograniczony. Dopiero, gdy pacjent rozumie daną mu w ten sposób szansę, zabiegi z zewnątrz mają sens. Osłabione energetycznie ciało, jego systemy, układy i narządy, nie rozumie chemicznego języka lekarstw zagłuszających tak ważne sygnały, jakimi są symptomy.

Ta – nie moja zresztą – teoria (przynosząca praktyczne owoce) – z pewnością może zostać okrzyczana jako „nienaukowa” i o to właśnie tutaj chodzi. Medycyna komplementarna jak m.in. HOLOPATIA NIE JEST DZIEDZINĄ ALTERNATYWNĄ, KONKURUJĄCĄ Z MEDYCYNĄ AKADEMICKĄ, LECZ UZUPEŁNIA JEJ POSTĘPOWANIE. Nie ma nic normalniejszego jak uzupełnianie pozytywnego działania, wspieranie i wspomaganie.

Można jeszcze (w XXI wieku) spotkać takich geniuszy, którzy twierdzą, że „nic takiego jak komplementarna medycyna nie istnieje”, jednak (moim skromnym zdaniem) to frustraci, którzy zbłądzili w przeszłości i bezwiednie trafili do naszej teraźniejszości. Lekarz, który poważnie potraktował obowiązujące w naszym kraju Przyrzeczenie Lekarskie* nawiązujące swą treścią do Deklaracji Genewskiej dba przede wszystkim o dobro pacjenta, a dopiero potem o „naukowość” sposobu leczenia, bowiem z powodu ostrożności naukowej już niejednokrotnie naukowe postępowanie przyniosło konwencjonalne, śmiertelne skutki. Przy czym nie chodzi tu o to, czy pacjent zmarł w trakcie udzielania mu pomocy, czy też nie, ani o statystyki przekonywujące o słuszności jakiegoś postępowania, lecz o jakość udzielanej mu pomocy. [Mieszkając w Izraelu spotkałem wielu ludzi w podeszłym wieku z wytatuowanym na przedramieniu numerem z hitlerowskiego obozu koncentracyjnego, którzy z uśmiechem na ustach opowiadali mi o lekarzach, którzy leczyli ich i pouczali jak mają żyć zdrowo, a którzy ... już od kilku lat nie żyją...].

Pacjent który gotowy jest odwrócić się od frazesów naukowości, wejść bezkompromisowo w siebie i spotkać się sam ze sobą, wyruszyć w podróż w mikrokosmos składający się z wielu wymiarów jego świadomości zamiast użalać się nad sobą leżąc w przydrożnym rowie ze swoją racja i zaadoptowanymi (przeważnie nieświadomie) poglądami, podczas gdy inni kroczą dalej – z całą pewnością powróci do zdrowia i z całą pewnością będzie opuszczał swoje fizyczne ciało i nasz holograficzny świat w innym stanie świadomości niż zamęczony na śmierć wyznawca naukowych, konwencjonalnych teorii. Akademicka wiedza to nie wszystko. Celem leczenia „nienaukowego” jest oświecenie, jest realizowana na co dzień mądrość. Stadium rozwoju duchowego nazywane zdrowiem – przede wszystkim duchowym, a równocześnie cielesnym - jest naszym najwyższym dobrem. Pomimo tysiącletnich prób  wciąż nie udaje się ani akademickiej ani alternatywnej medycynie w pełni wyeliminować nękających nas schorzeń. Jesteśmy upadłymi istotami i potrzebujemy zbawienia w postaci energetycznej. Zbawienie zaś jest w nas; nie na zewnątrz. Tylko energia o wysokiej częstotliwości może podnieść nas z upadku ponieważ źródło wielu schorzeń kryje się w naszym chorym umyśle, a nie w naszym fizycznym ciele, które służy nam jedynie jak ekran, na którym widzimy obraz ten umysłowej choroby. Każdy z nas trzyma dłoń na drążku biegów i sam decyduje czy chce jechać wstecz, do przodu, czy też chwilowo pozostawić go na luzie.
Innymi słowy: sami te choroby naszymi uczuciami i myślami wywołujemy i podświadomie się nimi posługujemy w celu manipulowania otaczających nas ludzi!

Dowodów potwierdzających tę tezę zebrało się po dziś dzień już aż nazbyt dużo. Wiemy już, że dolegliwości występujące w ludzkim organizmie wynikają z zaburzenia naszej wewnętrznej, psychicznej równowagi. Jeśli łatwo kogoś zirytować, to z pewnością jest to osoba narażona na różnego rodzaju konflikty w miejscu pracy i nie omijają jej częste irytacje skóry, infekcje, czy stany zapalne... Brak tolerancji i agresja mogą wywoływać alergie. Głuchota np. może wskazywać na fakt, iż człowiek nie chce słyszeć prawdy (przeważnie o sobie)...

Gdy pacjent nauczy się rozpoznawać psychosomatyczne sygnały - język symptomów poszczególnych dolegliwości - wówczas też będzie w stanie zapobiegać powstawaniu i rozwojowi chorobliwych objawów. Uczucia i myśli pacjenta staną się z czasem delikatniejsze; pacjent wie już jak ma uzdrowić samego siebie od zewnątrz. Terapeuta wspomaga go od zewnątrz.
Nie znam innej drogi dbania o swoje zdrowie i o zdrowie tych, którzy po nie do mnie przychodzą.
Stare porzekadło głosi: Przez chorobę do zdrowia.
Widać trzeba się z tym zgodzić.


piątek, 13 września 2013

Medycyna energetyczna? Tak. Jesteśmy żywą energią!


Medycyna energetyczna
– drogą uwolnienia się od potwornie szkodliwego wpływu środowiska
na zdrowie pacjenta

Metody tradycyjnej medycyny nie są obecnie jeszcze na tyle wysubtelnione, aby być w stanie ujawnić rzeczywiste rozmiary negatywnego wpływu środowiska na jednostkę i zaproponować pacjentowi odpowiednie leczenie.

Na przykład dla twardogłowego medyka, idea szkodliwego, ukrytego wpływu promieniowania elektromagnetycznego na stan zdrowia społeczeństwa jest ideą absurdalną. Jednak z pomocą holopatii możemy dokonywać pomiarów tego typu promieniowania, zaś dzięki ukierunkowaniu go i wyprowadzeniu z ciała znacznie polepszyć stan zdrowia pacjenta (cierpiącego przeważnie z powodu chronicznego stanu zmęczenia, z powodu alergii, chorób autoimmunologicznych, syndromu wypalenia (burn-out)  itp.), a nawet całkowicie go wyleczyć.

Leczenie polega na zrehabilitowaniu flory jelitowej oraz na usunięciu z ciała promieniotwórczych izotopów z pomocą pierwiastków ziem rzadkich, takich jak np. lantan, hafn i inne.
Podobnie ma się rzecz w przypadku stałego napromieniowania przez maszty telefonii komórkowej, WiFi/WLAN (bezprzewodową sieć lokalną) itp.
Z pomocą holopatii możemy wykazać, iż gęstość promieniowania jest już tak duża, że większość pacjentów – a w gruncie rzeczy całe społeczeństwo – znajduje się w stanie chronicznego stresu, co oznacza, że przeciętny pacjent nie jest już w stanie całkowicie odprężyć się podczas głębokiego snu – stan powodujący zaburzenia układu wegetatywnego oraz podobne zjawiska jak np. wywołany ukrytym promieniowaniem radioaktywnym zespół zawodowego wypalenia (burn-out), stałe zmęczenie (CFS), depresja, a także alergie i schorzenia natury autoimmunologicznej.
Z pomocą medycyny holopatycznej jesteśmy w stanie znacznie polepszyć stan zdrowia pacjentów cierpiących z powody tego typu objawów, a często nawet całkowicie wyleczyć, neutralizując z pomocą specjalnych urządzeń biokompatybilnych wpływ smogu elektrycznego na pacjenta.

Medycyna energetyczna – a w szczególności holopatia, medycyna XXI wieku, medycyna  – może wnieść bardzo wiele do sposobu uśmierzania i leczenia chorób spowodowanych przez negatywne wpływy środowiskowe. Dodatkowo medycyna energetyczna mogłaby zintegrować się z tradycyjną biologią oraz medycyną akademicką i dostarczyć naszym politykom argumentów, pozwalających im na zatrzymanie tego środowiskowego szaleństwa, a więc tam gdzie leżą jego przyczyny!*

Podwójnie „ślepa próba” – miarą wszystkich rzeczy?
Dające się powtórzyć badania metodą podwójnej ślepej próby zdają egzamin..., ale tylko na płaszczyźnie chemicznej.
Próżnia pomiędzy biologią a medycyną energetyczną prowadzi w końcu do tego, że ustawodawca wymaga od strony medycyny energetycznej poddania się tej samej procedurze, jakiej poddają się np. producenci leków (np. antybiotyków albo leków przeciwnowotworowych lub producenci aparatury medycznej).
Próba ta polega na tym, że ani pacjent, ani lekarz nie wiedzą, czy lekarstwo lub badany sprzęt jest prawdziwy, czy jest to tylko placebo** lub atrapa.  Jednak wyżej wspomniane antybiotyki lub inne lekarstwa działają wyłącznie na poziomie molekularnym, gdzie reakcje objawiają się w postaci różnych procesów i przebiegają automatycznie. Negatywne uczucia lub obciążenia psychiczne (w następstwie przeprowadzonych testów!), nie są tu w ogóle brane pod uwagę... Taka redukcja do czystej biochemii ma jednak tę przewagę, że można ją przewidzieć, obliczyć i powtórzyć.

Procesy energetyczne nie są powtarzalne w tej samej mierze

... i z tej przyczyny nazywane są „efektem placebo” przez ociężałą w swym rozumowaniu biofarmaceutykę.

Metody medycyny energetycznej można w prawdzie udokumentować setkami wyników badań, lecz nie występują tu tego rodzaju automatyczne reakcje jak czysto chemiczne lub fizyczne reakcje materii, ponieważ siły życia badanej osoby (badanego zwierzęcia, rośliny lub komórki) reagują w dużym stopniu na uczucia lub ich ekwiwalent.

Tak więc wątpliwości i uczucie niepewności mogą mocno zniekształcić wynik³⁷ takiego podwójnego, ślepego testu wymaganego ze strony konwencjonalnej nauki przyrodniczej.

Także negatywne nastawienie przeciwników medycyny energetycznej podczas przeprowadzania testu może zniszczyć delikatne,  pozytywne działanie energetycznego leczenia i regenerowania siły witalnej pacjenta. (Mowa tu o polu morfogenetycznym; temat, którym zajmiemy się szczegółowo w rozdziale 10 niniejszej książki***, poświęconym badaniom różnych dziedzin medycyny energetycznej).

Procesy energetyczne nie są powtarzalne w tej samej mierze co procesy chemiczne i z tej przyczyny nazywane są „efektem placebo” przez ociężałą
w swym rozumowaniu biofarmaceutykę

Dla nastawionej biomaterialistycznie nauki istnienie tego rodzaju interakcji to czcze wymówki, ba, bzdury i potwierdzenie biomaterialistycznej teorii, iż ani medycyna energetyczna, ani żadne siły witalne nie istnieją.
To nastawienie prowadzi do tego, że małe - a w porównaniu z gigantami farmaceutycznymi nawet bardzo małe – firmy reprezentujące medycynę energetyczną nie są w ogóle dopuszczane do prywatnych sponsorów lub Unii Europejskiej (które to dla medycyny tradycyjnej i dla przemysłu farmaceutycznego zawsze stoją otworem! ³⁸).  Z tej przyczyny, małe firmy nie zawsze są w stanie opłacić odpowiednie studia kliniczne, które z reguły są niezwykle drogie. A gdy już uda się np. Stowarzyszeniu Niemieckich Homeopatów, albo firmie REGUMED  lub QUINTSYSTEME zorganizować przeprowadzenie badań klinicznych, to wyniki przeprowadzonych nieskomplikowanych badań są wysoce reprezentatywne. Właśnie po przeprowadzeniu testu podwójnie ślepej próby³⁹, wyniki tego badania są często niejasne, bo jak już wspomniałem, nie można jednoznacznie odgraniczyć od siebie witalnych sił życia od podprogowych oczekiwań lub od ich braku i obaw osób testowanych.
Nawet największe, praktyczne sukcesy medycyny energetycznej
– z punktu widzenia akademickiej nauki – są bez znaczenia i wartości...
... i z tej przyczyny terapeuci reprezentujący medycynę energetyczną są coraz częściej nękani prawnie.
Poważne osiągnięcia⁴⁰ odniesione przez medycynę energetyczną i jej metody leczenia, takie jak homeopatia, biorezonans lub holopatia - mówimy tu wręcz o milionach zabiegów! - mówią same za siebie. Tu negatywne reakcje i negatywne wzajemne odziaływanie nie występują. W praktyce, w trakcie leczenia sporadycznie może się zdarzyć, że pacjent niesie w sobie nieświadomie wątpliwości i obawy dotyczące sposobu leczenia, co ma miejsce w przypadku przeprowadzania podwójnie ślepej próby. Jak już wspomniałem, oczywistym jest, że konwencjonalna medycyna jak i biologia ze względu na swój materialistyczny światopogląd wyciąga inny wniosek, a mianowicie: wszystkie sukcesy w leczeniu odnoszone na polu medycyny energetycznej bazują na wyobraźni terapeuty jak i pacjenta****… Innymi słowy chodzi tu o efekt zwany placebo... Z tej przyczyny terapeuci reprezentujący medycynę energetyczną są coraz częściej nękani prawnie.
W tej sytuacji medycyna energetyczna postawiona jest przed – istotnym i żywotnym dla niej – problemem prawnym. Ustawodawcy, czyli politycy i urzędnicy państwowi są całkowicie uzależnieni od przeciwników medycyny komplementarnej. Upoważnieni do testowania wyników badań z zakresu medycyny energetycznej są tylko i wyłącznie (jakże mogłoby być inaczej!?) – ludzie wywodzący się z szeregów konserwatywnych biomaterialistów. To zaś prowadzi – szczególnie w Unii Europejskiej (jak i w USA) – do żądania od strony medycyny energetycznej udowodnienia skuteczności  postępowania w identyczny sposób jak ma się rzecz z farmacją, t.zn. wyłącznie poddając się tak zwanej podwójnie ślepej próbie zgodnie z tą samą międzynarodową normą, która obowiązuje podczas testowania czysto biochemicznych substancji, np. chemioterapeutyków.
Fakt, że medycyna energetyczna jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła jest tak samo przez prawodawców i uprzywilejowaną przez nich medycynę konwencjonalną ignorowany jak fakt, że rok w rok w Unii Europejskiej cierpią i umierają⁴¹ z powodu ubocznych efektów zalegalizowanych lekarstw  setki tysięcy ludzi.
Lekceważony jest⁴² jeszcze jeden fakt, a mianowicie: większość mieszkańców Unii Europejskiej przekonała się już wielokrotnie o pozytywnym działaniu alternatywnych i energetycznych metod leczenia i żąda refundowania tych wydatków od swoich ubezpieczalni.
Ponieważ medycyna energetyczna z wyżej wspomnianych względów tylko częściowo może potwierdzić skuteczność leczenia na podstawie rzekomo obiektywnej podwójnej ślepej próby wymaganej przez biomaterialistów, energetyczne metody leczenia są stale zagrożone prawnym zakazem.
Na dzień dzisiejszy medycyna energetyczna jest prawnie prześladowana.

Der Deutsche Verband für soziallen Wettbewerb⁴³ (Niemiecki Związek d/s Uczciwej Konkurencji) wysłał na przełomie 2006/2007 roku do wszystkich producentów energetycznego sprzętu medycznego (aparatura potrzebna do elektroakupunktury, biorezonansu, holopatii) ostrzeżenie wraz z dyspozycjami dotyczącymi natychmiastowego usunięcia z dokumentacji firmowej jak i ze stron internetowych wszystkich wypowiedzi dotyczących skuteczności tych urządzeń, w przeciwnym razie firmy te muszą liczyć się z pozwami o nieuczciwą konkurencję opiewającymi na miliony €uro⁴⁴. To posunięcie doprowadziło do tego, że prospekty, broszury informacyjne i strony internetowe wszystkich producentów tego typu urządzeń medycznych „w ciągu jednej nocy” zostały skasowane, zaś dostawcom zakneblowano usta. Jak w takiej sytuacji może dość do sensownej wymiany informacji pomiędzy producentem a jego klientami, miedzy terapeutą a jego pacjentami? A przede wszystkim, – w jaki sposób firmy mogą werbować nowych klientów? Tego typu biurokratyczne szykany w stosunku do medycyny energetycznej przybierają z roku na rok na sile⁴⁵.
Jak państwo widzicie, nie ma tu miejsca na czysto akademicką dyskusję. Paradygmat⁴⁶ twardogłowych konserwatystów, reprezentantów biomaterializmu, może z łatwością zniszczyć metody leczenia, z których od lat korzystają z powodzeniem miliony mieszkańców Unii Europejskiej i życzą sobie, aby kasy chorych refundowały tego typu metody leczenia.
Poszukiwany mechanizm działania
Stoimy dziś w obliczu rosnącego niebezpieczeństwa polegającego na tym, że medycyna energetyczna zostanie sprowadzona do poziomu placebo, a terapie energetyczne będą zabronione przez brukselskich biurokratów – o ile na czas nie będziemy w stanie przedstawić naukowo mechanizmu działania terapii energetycznej. Liczbę prowadzonych badań na polu medycyny energetycznej porównując ją tylko z liczbą badań jednego koncernu farmaceutycznego (np. Boehringer Ingelheim⁴⁷) można zmierzyć w promilach. (Walka medycyny energetycznej przeciwko establishmentowi konserwatywnych bio-nauk nie przypomina walki Dawida z Goliatem, lecz walkę mrówki z dinozaurem).

Bez zmiany paradygmatu nie można zrozumieć medycyny energetycznej.

*) Chyba że pewne lucyferiańskie kręgi zarządzające naszą planetą (z "łaski pańskiej" oczywiście), służące demonicznym istotom astralnym, z premedytacją przygotowują
zgodnie ze wskazaniami owych istot atmosferę o specyficznej częstotliwości, która dla tychże "upadłych aniołów" nie jest szkodliwa tak, jak dla Ziemian. Ci ostatni zostają eliminowani efektem ubocznym zwanym elektro-smogiem.[Dopisek RN, tłumacz]
***) Christian Steiner, ZEIT der PLAGEN  -  ISBN 9 783 84237937 4
****) Skoro pozytywny wynik leczenia zależy li tylko i wyłącznie od wyobraźni terapeuty jak i pacjenta,to dlaczego nie odnosi się to także do lekarzy praktykujących medycynę akademicką i ich pacjentów pokładających nadzieję tylko w konwencjonalnych metodach leczenia jak m.in. chemioterapia, radioterapia, elektrowstrząsy, chirurgiczne zabiegi prewencyjne jak np. amputacja obu piersi itd.?[Dop.tłum. RN]
³⁷) ... u osób testowanych są to pytania wywołujące stres, a więc tworzące blokady energetyczne np.:

- czy należę do grupy faktycznie leczonych pacjentów, czy nie?!
- a jeśli tak, to czy ta metoda leczenia mi nie szkodzi?!
- wprawdzie w ramach tego eksperymentu jestem ubezpieczony/a, ale...
- czy to nie oznacza zarazem, że mimo wszystko ten eksperyment może w pewnej mierze być niebezpieczny!?
- a jeśli jestem teraz poddany terapii rzekomej, to czy z tego właśnie powodu nie poniosę szkody na moim zdrowiu?!, bo skoro nie jestem poddany/a odpowiedniemu leczeniu (?!)to jak się ten eksperyment może dla mnie skończyć?...
- czy w ogóle wyjdzie z tego wszystkiego coś sensownego, coś pożytecznego dla stanu mojego stanu zdrowia?
... zaś u osób przeprowadzających test następujący tok myślenia tworzy blokadę swobodnego przepływu energii:
- czy w ogóle wyjdzie z tego wszystkiego coś sensownego, coś pożytecznego?
- czy napewno to, co tu robimy nie zaszkodzi naszym pacjentom itp. wątpliwości?
... u zwierząt tego rodzaju wątpliwości nie są świadomie postrzegane; jednak nieświadomie będą one oddziaływać w podobny sposób;
... zaś u roślin i komórek zaobserwujemy odpowiednią, ekwiwalentną, elementarną reakcję.
³⁸ Oto jeden tylko z wielu przykładów: D. Mateschnitz (właściciel firmy Red Bull)  wraz z innym prywatnym inwestorem pokrywają większą część wydatków czysto akademickiej Kliniki Uniwersyteckiej im. Paracelsusa w Salzburgu z 1800 łóżkami. 
³⁹ Ani osoba przeprowadzająca test, ani osoba testowana nie wie, czy jest to terapia rzeczywista, czy rzekoma terapia.


⁴⁰ Jak już wspomniałem, można to wyczytać z dwóch istotnych faktów: 1. że większość pacjentów żąda, aby medycyna komplementarna oraz energetyczna zostały zaakceptowane przez ubezpieczalnie zdrowotne (np. w Szwajcarii, jak podaje Berner Zeitung z dnia 13.10.2006, jak wynika z sondażu 79% opowiada się za) oraz 2. że większość pacjentów gotowa jest płacić z własnej kieszeni za leczenie alternatywne i energetyczne w szczególności – nawet, jeśli oznacza to znaczne koszty.
⁴¹ Na podstawie badań przeprowadzonych w Harvard Medical School, 18% pacjentów z różnych szpitali poniosło szkody na zdrowiu spowodowane efektami ubocznymi zaaplikowanych im przez lekarzy lekarstw; z tej liczby 25% mocno ucierpiało lub leczenie zakończyło się zgonem. (Źródło: Annals of Internal Medizine, 1964; 60: 100-110. New England Journal of Medizine. 1981; 304: 638-642. New England Journal of Medizine. 1991; 324: 370-376.

⁴² Jak wygląda lobby reprezentujące medycynę energetyczną stając naprzeciw lobby przemysłu farmaceutycznego w Brukseli?

Ilu prawników i jakie koszty sądowe mogą opłacić małe firmy obsługujące medycynę energetyczną w porównaniu z koncernami farmaceutycznymi?

⁴³Prezesami tego niemieckiego związku są (jak można by się nie domyśleć!) – niemieckie koncerny farmaceutyczne.



⁴⁴ Informacje przekazane mi osobiście przez panów D.I. Dillingera, prezesa firmy QUINTSYSTEME oraz Brüggemenna,prezesa firmy REGUMED.


⁴⁵ Gdy firmy z branży energetycznej medycyny starają się przeprowadzić w tej dziedzinie odpowiednie studia, napotykają często na korupcję. Firma QUINSYSTEME produkująca aparaty do leczenia holopatycznego chciała na jednym z niemieckich uniwersytetów przeprowadzić podwójnie ślepą próbę na skuteczność leczenia alergii pyłkowej. W tym celu należy jedynie zapytać pacjenta, czy występują u niego i w jakim stopniu objawy alergiczne. Uniwersytet zażądał za taką usługę €200.000. Dla lekarza przeprowadzającego test - €10.000, resztę - €190.000 dla uniwersytetu. Pewne gremia brutalnie wykorzystując swoją biurokratyczną siłę i robią co tylko możliwe, żeby medycynę energetyczną zablokować. We wrześniu 2008 roku firma QUINTSYSTEME chciała przeprowadzić podwójnie ślepą próbę w jednym z centrów rehabilitacyjnych na skuteczność holopatycznego leczenia z artrozy (choroba zwyrodnieniowa stawów). Odpowiedzialna komisja d/s etyki Górnej Austrii nie wyraziła zgody na przeprowadzenie testu. Uzasadnienie: Przeprowadzenie takiego testu jest „nienaukowe”.
⁴⁶ Paradygmat: Suma uznanych przez świat nauki poglądów.